Długa, kilkunastogodzinna fermentacja to taki „magiczny czas”, w którym bakterie kwasu mlekowego robią za nas część pracy – wstępnie trawią gluten.
Zakwas neutralizuje kwas fitynowy (taki „złodziej” minerałów w zwykłym pieczywie). Dzięki temu organizm lepiej wchłania ten magnez i cynk, które siedzą w mące.
Taki bochenek ma znacznie niższy indeks glikemiczny niż marketowe bułki. Nie funduje cukrowego rollercoastera, więc syci na dłużej.
Produkty metabolizmu dobrych bakterii wspierają wewnętrzną armię w jelitach, jak probiotyk.
Dzięki temu chleb jest lekki dla żołądka.
